Mam na imię Kasia i jestem Galantą Krawcową.
Zanim opowiem Wam swoją historię, zdradzę małą tajemnicę. Słowo „galanta” pochodzi z Łodzi – miasta, z którego pochodzę i które zawsze będzie bliskie mojemu sercu. W łódzkiej gwarze „galanty” oznacza coś pięknego, porządnego i wyjątkowego. Kiedy tworzyłam swoją markę, od razu wiedziałam, że ta nazwa będzie idealna. Bo właśnie takie rzeczy chcę tworzyć – galante.
Moja przygoda z krawiectwem zaczęła się za sprawą mojej mamy, która była świetną szwaczką i wybitną krawcową. Formy do ubrań tworzyła sama. Nie potrafiła uszyć tylko dwóch rzeczy – biustonosza i rękawiczek. Miała mnóstwo klientów i jeszcze więcej pracy. Maszyna do szycia fascynowała mnie od dziecka. Początkowo chciałam nauczyć się szyć ubranka dla lalek 😊 W tamtych czasach wielu rzeczy nie można było po prostu kupić w sklepie, a już na pewno nie pięknych ubranek dla lalek. Mama potraktowała moje zainteresowanie bardzo poważnie. W wieku 12 lat potrafiłam już szyć paski, falbany, zmieniać nici, stopki i połamane igły.
Moją ulubioną maszyną był owerlok. Nie mogłam się nadziwić, jak pięknie obcina materiał i otula go czteronitkowym szwem.
Jak łatwo się domyślić, ubranek dla lalek nie uszyłam zbyt wiele. Za to szybko zostałam pomocnicą mojej mamy. Każdego dnia po szkole czekała na mnie kupka rzeczy do uszycia, przeszycia, wyprasowania albo podklejenia flizeliną. Najgorsze było przewracanie na prawą stronę kilkunastu pasków za pomocą agrafki 🙈
Nie było odwrotu. Koleżanki spędzały letnie popołudnia na dworze, a ja siedziałam przy maszynach. Mama przy stebnówce, ja przy owerloku.
Nie znosiłam szycia.
Pamiętam, jak powiedziałam kiedyś mamie:
„Nienawidzę szycia. To najgorsza praca na świecie. Nigdy nie będę szyć.”
Mama tylko się uśmiechnęła i odpowiedziała:
„Ty jeszcze nie wiesz, co będzie w przyszłości. Ale szyć będziesz umiała, a kiedyś sama zdecydujesz, co z tym zrobisz.”
Wtedy byłam przekonana, że się myli.
W dorosłym życiu robiłam naprawdę wiele rzeczy. Śpiewałam w rockowych zespołach Thorn i Syllur. Przez wiele lat pracowałam w radiu jako producent programu oraz realizator dźwięku. Organizowałam koncerty, festiwale i akcje charytatywne. Zarządzałam klubami muzycznymi, restauracjami a później stworzyłam swój ukochany klub muzyczny New York w Łodzi.
Nie miałam wtedy czasu na szycie.
Chociaż zdarzały się sytuacje, kiedy ta umiejętność bardzo się przydawała. Kiedy nagrywałam teledysk z moim zespołem Thorn, uszyłam sobie sukienkę dokładnie taką, jaką chciałam. W sklepach nie było wtedy fajnych sukienek. Szycie było dla mnie czymś naturalnym. Tak oczywistym, jak dla pianisty granie na fortepianie.
Przyszedł Covid.
Moi przyjaciele i znajomi zaczęli prosić mnie o maseczki, bo nigdzie nie można było ich kupić. Brakowało nawet zwykłych gumek. Uszyłam ich tysiące. Powstały trzy fasony i kilkadziesiąt wzorów. Szyłam dla przyjaciół, sąsiadów, firm, zespołów i znajomych.
I wtedy wydarzyło się coś, czego kompletnie się nie spodziewałam.
Pokochałam szycie.
Do dziś nie wiem, jak to się stało.
To właśnie wtedy obudziła się we mnie pasja projektowania i tworzenia rzeczy wyjątkowych.
Tak narodziła się Galanta Krawcowa.
Od początku wiedziałam, że chcę tworzyć rzeczy codzienne, ale niecodzienne zarazem. Takie, które będą praktyczne, a jednocześnie piękne. Takie, które będą miały charakter i duszę. Moja artystyczna natura wreszcie dostała przestrzeń do działania.
Patrząc z boku można pomyśleć, że ciągle zmieniałam zajęcia. Ja jednak widzę to inaczej.
Przez całe życie tworzyłam.
Czasem muzyką.
Czasem wydarzeniami.
Czasem słowem.
Dziś robię to za pomocą tkanin, nici i projektów.
Kocham swoją pracę ❤️
Każda wiadomość od klientki, każde zdjęcie i każda opinia wzruszają mnie i inspirują do kolejnych projektów.
Jestem przekonana, że każda kobieta zasługuje na maksymalną ilość piękna. Dlatego tworzę rzeczy, które mają nie tylko służyć, ale również sprawiać radość każdego dnia.
Dziękuję, że jesteście częścią tej historii ❤️
„Szycie to życie ❤️”

