Moją przygoda z krawiectwem zaczęła się kilkanaście lat temu za sprawą mojej mamy, która była świetną szwaczką i wybitną krawcową. Formy na ubrania tworzyła sama. Nie potrafiła uszyć tylko dwóch rzeczy – biustonosza i rękawiczek. Miała bardzo dużo zleceń i zamówień. Maszyna do szycia bardzo mnie zainteresowała bo chciałam nauczyć się szyć ubranka swoim lalkom 😊
Kiedyś wielu rzeczy nie było w sklepie – zwłaszcza ubranek dla lalek. Moja mama potraktowała to poważnie i wieku 12 lat umiałam szyć paski, falbany, zszywać proste elementy, zmieniać nici, stopki oraz połamane igły w maszynie.
Moją ulubioną maszyną był owerlok – nie mogłam się jako dziecko nadziwić że tak extra wszystko obcina i otula czteronitkowym szwem tkaninę. Na pewno domyślasz się, że tych ubranek dla lalek dużo nie uszyłam, natomiast stałam się pomocnicą mojej mamy. Kiedy się zorientowała, było już za późno. Każdego dnia po szkole czekała na mnie kupka rzeczy do uszycia bądź przeszycia, wyprasowania lub wprasowania flizelin albo co najgorsza – przewrócenie na drugą stronę za pomocą agrafki kilkunastu pasków 🙈
Nie było odwrotu – moje koleżanki w piękne letnie popołudnie – na dworze, ja z mamą – przy maszynie. Ona na stebnówce – ja na overloku.
Nie znosiłam szyć!
Kiedyś jej powiedziałam – „Nienawidzę szycia – to jest najgorsza praca na świecie, nigdy nie będę szyła i żałuję, że się tym zainteresowałam”. Moja mama odpowiedziała „Ty jeszcze nie wiesz co będzie w przyszłości, ale szyć będziesz umiała, kiedyś zdecydujesz co z tym zrobisz”. Jej odpowiedź nie była dla mnie satysfakcjonująca, ale na tamten czas nie chciałam mieć nic wspólnego z szyciem.
W swoim dorosłym życiu robiłam wiele rzeczy: skończyłam studia, byłam wokalistką rockowego zespołu Thorn (który miał na koncie dosyć sporo sukcesów) oraz zespołu Syllur, wiele lat pracowałam w Radiu, organizowałam festiwale, koncerty, akcje charytatywne, byłam managerem kilku klubów w Łodzi, a potem miałam swój ukochany klub New York.
Nie miałam czasu na szycie 😁 Chociaż kiedy kręciłam klip z moim zespołem, a w sklepach nic ciekawego nie było – kupiłam materiał i bez żadnego problemu uszyłam sobie sukienkę – taką jaką chciałam. Zdarzały się sytuacje gdzie korzystałam z umiejętności szycia. Było to dla mnie tak oczywiste, jak dla pianisty granie na fortepianie.
Przyszedł Covid…
Z perspektywy czasu patrząc – przewartościował wielu ludziom spojrzenie na świat. Ja natomiast miałam prośby od moich przyjaciół i znajomych, abym uszyła im maseczki bo nigdzie nie można kupić. W sklepach krawieckich i hurtowniach nie było gumek. Jak się domyślacie maseczek uszyłam sporo – myślę że kilka tysięcy. Miałam nawet trzy fasony i 30 wzorów. Szyłam dla przyjaciół, znajomych, sąsiadów, zespołów i firm. To szycie obudziło we mnie kreatywność i pasje. Do dziś nie wiem jakim cudem. Gdyby moja największa przyjaciółka Jagoda – powiedziała mi, że w przyszłości będę kochać projektować i szyć – powiedziałabym jej, że fantazja mocno ją poniosła.
Życie jest naprawdę zaskakujące.
Kiedy tworzyłam Galantą Krawcową – intensywnie myślałam co chcę szyć, jak ma to wyglądać i z jakich materiałów, a co za tym idzie – dobór maszyn. Zainteresowały mnie rzeczy zwykłe i codzienne oraz dodatki. Natomiast zależało mi, aby nadać im kształt niepowtarzalny i wyjątkowy. Moja artystyczna dusza – dostała pole do tego co lubi najbardziej. Projektowanie i kreatywność.
Kocham swoją pracę ❤️
Wasze feedbacki bardzo mnie wzruszają, ale są również inspiracją do nowych projektów.
Bardzo dziękuję Wam za zaufanie i za to, że inspirując mnie – sami tworzycie Galantą Krawcową.
„Szycie to życie ❤️”

